Zmiany nastepują już na dzień dobry naszej podróży.
Po pierwsze chcąc spędzic więcej czasu z wnukiem dziadkowie postanawiają dołączyć do nas, po drugie nocujemy wcale nie tam gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg tylko szukamy czegoś na miejscu, ale po kolei.
Wyjechaliśmy dość późno, a bo to blisko, a bo to sniadanko, a to pakowanie auta...i tak dopiero o 11stej jestesmy w drodze. Przekraczamy sprawnie granicę-Franula jest dzielny jak do tej pory, nie marudzi, cieszy się do nas, ucina sobie dżemki- i ogarnia nas jakieś przygnębienie. Słowacja objawia nam się biednie i brudno. Mijamy wszędzie Cyganów, a miejscowych jakoś nie widać. Widoki za to piękne-pagórki, ruiny zameczków, a w oddali ośnieżone szczyty Tatr. Docieramy pod adres naszego zakwaterowania i tu przygnębienie wszystkich się pogłębia. Małe osiedle pod Popradem, szarei smutne, a my sam i czujemy na sobie setki obserwujących nas oczu. Pukamy, ale nikt nie otwiera. Połowa wyprawy juz gotowa jest wracać do domu, ale ja wiem że Franio potrzebuje odpoczynku. Decydujemy się na zjazd do miasta i rozejżenie się tam za noclegiem.
Miasto wydaje się juz bezpieczniejsze i jakieś radośniejsze. Marek wypatruje jakiś pensjonacik i znajduje przytulne pokoiki. Zostajemy!!Pensjonat klimatyczny http://www.penzionpodbranou.sk/pl/pokoje.html Polecam!
Dziś tylko zwiedzanie miasta i plany na jutrzejszy dzień.